Skoro koniec roku, to czas na „Kalendarz 2016 Pan Kuleczka”

Przy okazji zakupów przedświątecznych w księgarni, podeszłam z Kubą do stoiska z kalendarzami. Z kulinariami? Z widoczkami? Może malarstwo? Szukałam czegoś dla siebie, bo lubię w kuchni mieć kalendarz.

- Kubuś, chcesz może jakiś kalendarz do swojego pokoju? Ze zwierzakami? Z autami?

Kuba nieco zmęczony już i znudzony chodzeniem po sklepach, przyjął moją propozycję bez entuzjazmu.

Rozejrzyj się proszę Kuba, może coś ci się spodoba – namawiałam go, mając nadzieję, że czymś się zajmie i pozwoli mi spokojnie myszkować po półkach. Tak też się stało. Po chwili podbiegł do mnie i zaczął szarpać za rękaw.

Mam mamusia, ma! Kup mi kalendarz! – podskakiwał radośnie, ciągnąc mnie w stronę kalendarzowego odkrycia.

Podchodzimy do półki a tam, a jakże, „Kalendarz 2016 Pan Kuleczka„!

Kuba zachowywał się, jakby odkrył skarb i to skarb, którego absolutnie się nie spodziewał wchodząc ze mną do księgarni. Kalendarza nie mogliśmy obejrzeć, ponieważ wszystkie egzemplarze były ofoliowane. To jednak nie przeszkadzało Kubie, brał swój skarb w ciemno.

Zerwaliśmy folię dopiero w domu. Kalendarz oczywiście jest śliczny. Zachowany jest „kuleczkowy” klimat, na każdy miesiąc osobna ilustracja z ulubionymi, dobrze już znanymi Kubie postaciami i z mądrym, uroczym mottem pod każdą ilustracją. No i te naklejki w komplecie, które dzieciaki przecież uwielbiają!

I jak tu nie kochać Pana Kuleczkę?

Słodkie lenistwo, które skończyło się smacznym deserem

„Pan Kuleczka” niezmiennie towarzyszy naszej codzienności. Ostatniej niedzieli siedzieliśmy wszyscy przed telewizorem, za oknem padał deszcz. Kuba układał z klocków lego wielką budowlę.

Popijając kawę, powiedziałam ziewając: - Cóż za słodkie lenistwo.

Kuba aż podskoczył. Odwrócił się energicznie w moją stronę i zaczął się śmiać tajemniczo.

Co tak Kubuś kombinujesz? – spytała rozbawiona jego zachowaniem.

Pamiętasz mamusiu Kuleczkę? On też mówił o słodkim lenistwie.

Tak Kubuś, pamiętam. Skończyło się to pieczeniem ciasta. Ale nie pamiętam jakiego.

Kuba zerwał się, pobiegł do swojego pokoju i po chwili wrócił z książką. Rzucił się na dywan i wertował tak długo książeczkę, aż znalazł stronę, która go interesuje.

Wstał, usiadł obok mnie, wyciągnął mi filiżankę z kawą z dłoni i zarządził, abym czytała. Wszystko. Całe opowiadanko pt. „Skojarzenia”. Czytałam tak długo, aż doszłam do momentu:

Po chwili już byli w kuchni. Mąka, jabłka, cukier i jaja zaczęły fruwać wokół jak zaczarowane. Pypeć odnalazł przepis w książce kucharskiej. Katastrofa przyturlała tortownicę, a Bzyk-Bzyk bardzo się starała, żeby nie przeszkadzać.

Kubie to wystarczyło. Wyciągnął mi książkę z dłoni i pobiegł do kuchni, aby zaraz wrócił z niej z koszykiem pełnym jabłek, jak to zawsze u nas w domu.

- Mamusiu, mamy jabłka, upieczmy też ciasto jak Pan Kuleczka. Prooooszę, proszę, proszę…

I co miałam zrobić? Odmówić? Nie miałam sumienia, zwłaszcza, że w sumie miałam ochotę na coś słodkiego. Poszliśmy więc do kuchni, wyciągnęli składniki i upiekli proste ciasto z jabłkami, oczywiście w tortownicy. Gdy tylko ostygło po upieczeniu, siedzieliśmy sobie całą rodzinką przed telewizorem i zajadali owocowym plackiem.

Kuba w ciszy przeżuwał z lubością każdy kęs, aż w końcu powiedział dumnie: - Tak Mamusiu, to jest na prawdę słodkie lenistwo.

„Tajemnica”, czyli jak pomnożyć pieniądze

W kalendarzu czerwiec, przyroda w pełnym rozkwicie, a balkony kolorowe od kwiatów. Nasz również. Mamy na nim z Kubą swoje terytoria – ja skrzynki z kwiatami, a Kubuś wielką donicę z ziołami.

Jego obowiązkiem jest dopilnowanie, aby bazylia i oregano i pietruszka naciowa w nim rosnące miały się dobrze. Sadziliśmy je wspólnie, a teraz on ma roślinek doglądać, podlewać i skubać, gdy chcemy jakąś potrawę wzbogacić ziołami z balkonu.

- Kuba, podlałeś dziś swoje zioła? – często pytam, gdy mam zamiar podlać moje kwiaty. Wtedy zazwyczaj okazuje się, że zapomniał (jak to dziecko) i razem wychodzimy (on ze swoją kolorową konewką) na balkon i „poimy” nasze rośliny, celebrując wielce tę czynność.

Bardzo często wtedy wspominamy jedno z opowiadań Pana Kuleczki, bardzo zabawne, z zaskakującym zakończeniem, pod tytułem „Tajemnica”.

Pypeć miał plan. Na parapecie w ich mieszkaniu stały skrzynki. Kiedyś coś w nich pewnie rosło. Ale już od dawna była w nich tylko ziemia. Kiedy wrócili do domu, a Pan Kuleczka z Katastrofą rozpakowywali zakupy, Pypeć cicho otworzył okno i wsunął pięć złotych głęboko do skrzynki z ziemią.

Nie trudno domyśleć się jakich efektów spodziewał się pypeć. Ech, szkoda że nie można faktycznie posadzić monet na balkonie, aby po czasie zbierać bardzo bogate plony. Biedny Pypeć łudził się, że tego doczeka. A jaki był efekt jego „prac ogrodniczych”?

Nie myślałam, że z jednego pieniążka może wyrosnąć tyle radości.

Tak to skwitowała kaczka Katastrofa, a co wyrosło w skrzynce i za czyją sprawą? Sprawdźcie to w książeczce, nie będziemy psuć Wam niespodzianki.

Niby nie wiosna a wiosna?

Dziś rano, gdy maszerowaliśmy z Kubą do przedszkola, towarzyszyło nam słonko na błękitnym niebie. Rozpinając górny guzik kurtki, rzuciłam radośnie: - Ależ piękna wiosna.

Kuba spojrzał na mnie i naśladując mnie dość niezdarnie, rozsunął zapięty po szyję zamek kurteczki. Szedł przez chwilę w milczeniu, a potem spytał: – A pamiętasz Mamusiu opowiadanie Pana Kuleczki o wiośnie, która nie była wiosną?

- Tak Kubusiu, pamiętam, ale nie za dokładnie – odpowiedziałam i zawstydziłam się nieco, że synek lepiej to pamięta ode mnie. Obiecałam mu, że dziś sobie wspólnie przypomnimy tę opowiastkę.

Gdy tylko popołudniu skończyliśmy jeść obiad, wrzuciłam ukradkiem książeczkę do torebki i zaproponowałam Kubie spacer na plac zabaw. Popołudnie było piękne, słońce przyjemnie grzało, a plac zabaw pełen był rozbawionych dzieci. Wśród nich mój mały. Gdy podszedł do mnie, aby odpocząć u mojego boku na ławce, poczęstowałam go soczkiem i wyciągnęłam Pana Kuleczkę: - To co Kuba, czytamy o wiośnie? Kuba zaskoczony ucieszył się niespodzianką i przytaknął ochoczo.

Zaczęłam więc czytać opowiadanie „Słońce”, w którym kaczka Katastrofa usiłowała przekonać domowników, że w jesienny poranek niespodziewanie nadeszła wiosna. Co jakiś czas zerkałam na Kubę, który oparłszy główkę na moim ramieniu, z zamkniętymi oczkami uśmiechał się lekko do kuleczkowej opowieści, wygrzewając buźkę w promieniach bardzo wiosennego słońca.

Po co porządki?

Pokój dziecka pozostawiony bez rodzicielskiej kontroli szybko może przypominać pobojowisko. Tak więc należy systematycznie je sprzątać, oczywiście najlepiej z dzieckiem. Raz, że w ten sposób maluchowi wejdzie sprzątanie po sobie w krew, a dwa, że gdy będzie wiedział, że po sobie musi posprzątać, to i zastanowi się czasem czy warto bałaganić.

pan kuleczka

O sprzątaniu wie też coś gromadka Pana Kuleczki. Mój Kuba o tym wie i gdy nie chce sprzątać lub gdy czegoś szuka w swoim pokoju, co powinno tam być a dziwnym sposobem zniknęło, wtedy przypominam mu o opowiadaniu „Porządek”.

Pies Pypeć i kaczka Katastrofa pewnego dnia zostali zagonieni przez zirytowanego bałaganem Pana Kuleczkę. Przyczyn bałaganu było wiele, ale też w trakcie porządkowania znalazło się to i owo w pokoju. I tego właśnie zaczyna się uczyć mój Kuba, że porządkowanie pokoju ma swoje uzasadnienie i mimo początkowego wkładu pracy, przynosi generalnie same korzyści.

Wiosna z Panem Kuleczką

Już marzec, wiosna coraz bliżej, choć pogoda, jak to w marcu, kapryśna, zmienna i czasem zaskakująco zimowa. Tak było właśnie niedawno – po pierwszych optymistycznych dniach sugerujących, ze zima odeszła na dobre, ponownie spadł niespodziewanie śnieg i wrócił mrozik. Brrrrr!

Mój Kubuś był niepocieszony, bo czeka już bardzo na wiosnę, która kojarzy mu się z poszukiwaniem pierwszych kwiatuszków wyrastających z ziemi, pączków zielonych na drzewach no i przede wszystkim z jazdą na rowerku, który już został wypucowany ślicznie po zimowym odpoczynku. Zacierał więc rączki myśląc o wiośnie a tu paskudny śnieg przywitał nas pewnego dnia po wyjściu z domu do przedszkola.

Znaleźliśmy pocieszenie w książeczce o Panu Kuleczce, a jakże. Mądry Kuleczka zawsze ma jakąś radę i dla swoich przyjaciół książkowych i dla czytelników. Jak na zawołanie znaleźliśmy wśród opowiadań „Wiosnę”, która rozpoczęła się właśnie tak:

Wiosna, wiosna, wiosna ach, to ty – podśpiewywał Pan Kuleczka, krojąc cebulkę na drobne prawie przezroczyste kawałeczki.

E, tam, wiosna – zajęczała kaczka Katastrofa. – Szaro, ponuro, aż płakać się chce.

Pan Kuleczka spojrzał na nią znad deski:
Płakać? To na pewno od cebuli – powiedział. – Zaraz ją wrzucę na patelnię i wszystko będzie dobrze.
Nie będzie – powiedziała Katastrofa. – Będzie niedobrze.
Nie! – poparła ją niespodziewanie mucha Bzyk-Bzyk, która trzymała się z daleka od cebuli. Właściwie nie wiadomo dlaczego, bo czy widział ktoś kiedyś zapłakaną muchę?Katastrofa ma rację – odezwał się jeszcze bardziej niespodziewanie pies Pypeć. – Wiosny w ogóle nie widać.

Wystarczy spojrzeć za okno – mówiła dalej Katastrofa. – Nic, tylko chmury i chmury. I nawet nie na wszystkich drzewach są liście. A kwiatów to w ogóle nie ma.

Sprawa więc nie wyglądała najlepiej, ale mądry Kuleczka wpadł na świetny pomysł. Rozwiązanie problemu miało znaleźć się w pewnym pudle. Jaka byłą reakcja towarzyszy Pana Kuleczki, którzy bardzo już tęsknili za wiosną?

Rety! – powiedziała Katastrofa z zachwytem.

Ojej! – powiedział Pypeć.

Bzyk-bzyk – zabzyczała Bzyk-Bzyk.

I potem było już tylko radośnie, kolorowo i wiosennie, mimo że za oknem pogoda straszyła ponurą miną. Co znaleźli w pudle? Oczywiście nie zdradzę, żeby nie psuć czytelnikom zabawy. Na następny dzień kupiliśmy z Kubą dużo kolorowej bibuły i przenieśliśmy kuleczkowy pomysł na nasz grunt. Też było zabawnie!

Pan Kuleczka. Tom 2

Druga część przygód Pana Kuleczki, kaczki Katastrofy, psa Pypcia, muchy Bzyk-Bzyk ma podtytuł Skrzydła. Kolejny zbiór opowiadań Wojciecha Widłaka nie ustępuje w niczym pierwszemu.

Pan Kuleczka. SkrzydłaMądre to, czasem zaskakujące, ciepłe i wciągające a przy tym pięknie ilustrowane. Znajduje się tam jedno z moich ulubionych opowiadań pt. Tajemnica. Oto jego fragment:

Pies Pypeć był zadumany. Miał pewną tajemnicę, o której nikomu, ale to nikomu nie mógł powiedzieć. Ta tajemnica mogła sporo zmienić. Nie tylko w jego życiu, ale także w życiu Pana Kuleczki, kaczki Katastrofy i muszki Bzyk-Bzyk…

Tajemnica była okrągła, zimna i niewielka. Nazywała się pięć złotych. Pojawiła się dawno temu ? jeszcze jesienią, kiedy byli w sklepie. Pypeć podszedł do pani sprzedawczyni i gdy nikt nie widział, dał jej wszystkie zbierane od dawna monety. Pani przeliczyła je i podała mu dwukolorowe pięć złotych. Bo Pypeć miał plan. Na parapecie w ich mieszkaniu stały skrzynki. Kiedyś coś w nich pewnie rosło. Ale już od dawna była w nich tylko ziemia. Kiedy wrócili do domu, a Pan Kuleczka z Katastrofą rozpakowywali zakupy, Pypeć cicho otworzył okno i wsunął pięć złotych głęboko do skrzynki z ziemią. Od tego czasu często wyglądał przez okno.

Mijały dni. Najpierw opadły liście z drzew, potem spadł śnieg, potem stopniał, ale potem znów spadł i Pypciowi wydawało się, że zima nigdy się nie skończy. Bo Pypeć wiedział, że trzeba czekać na wiosnę. (…)

Najważniejsze ? tego Pypeć był prawie pewien ? że z jego pieniążka wyrośnie dużo nowych, okrągłych i zimnych monet. Kupią za nie w końcu nowy parasol dla Pana Kuleczki, mnóstwo ubranek dla Bzyk-Bzyk i nie wiadomo co jeszcze. Może nawet samochód?

Czytaj dalej Pan Kuleczka. Tom 2

O kałuży Pana Kuleczki

W kalendarzu Pana Kuleczki na rok 2013 wśród comiesięcznych kart z sympatycznymi ilustracjami i sensownymi sentencjami, które pięknie je puentują, znajduje się obrazek, na którym Kuleczka stoi pod parasolem w deszczowy dzień. Pod ilustracją napis:

Nawet w kałuży można zobaczyć niebo

Zachwycająca myśl. Taka prosta i oczywista prawda. Kuba też na to zwrócił uwagę. Kiedy dotarł w kalendarzu na tę stronę i przeczytaliśmy podpis, to zaczęła się rozmowa na ten temat. Były praktyczne pytania o to czemu widać niebo w kałuży, ale była też głębsza dyskusja nieco filozoficzna. Bo przecież autorowi chodziło o coś więcej i właśnie to starałam się przekazać Kubie.

Fajnie rozmawia się z maluchem na tematy bardziej abstrakcyjne, tłumacząc ukryte przez autora myśli, tłumacząc, że tak jak w pozornie brzydkiej, ponurej, mokrej kałuży można zobaczyć miły dla oka widok odbijającego się w wodzie nieba i słońca, tak samo w życiu można nawet w szare, nijakie dni poszukać pozytywnych emocji, dojrzeć urok codzienności, sprawić, że dzień będzie miły dla nas i dla innych.

Od tego czasu zawsze gdy idziemy z Kubą po deszczu, gdy kałuże zdobią chodniki i drogi, przystajemy i szukamy w nich błękitu nieba lub promieni słońca. Zabawa przednia. Bywa też, że gdy jestem smutna lub rozzłoszczona na coś, mój kochany maluch podchodzi do mnie i mówi: – A pamiętasz o kałuży i niebie? I wtedy od razu przechodzą mi smuteczki i irytacja.

Pierwsza książka

Przedstawiam pierwszą książkę z serii o Panu Kuleczce. Teraz to już dziecięca klasyka. Wspaniała, ciepła, mądra książka. Przepięknie zilustrowane krótkie historyjki.

Pan Kuleczka

Trochę to bajka, bo kaczuszka, pies i mucha nabrały cech ludzkich, ale otoczenie, jak najbardziej realne i współczesne. Obraz rodzinki z najzwyklejszymi codziennymi drobnymi konfliktami, radością, ciepełkiem domowym i wzajemną miłością.

Pan Kuleczka cierpliwy, wyrozumiały i kochający. Katastrofa – przesympatyczny, wrażliwy nerwusek. Pypeć – rozważny, bezkonfliktowy myśliciel. Mucha nic nie mówi, ale też potrafi wyrazić swoje zdanie. „Pan Kuleczka” to ciepłe, bardzo pozytywne opowiadania, których czytanie sprawia przyjemność nie tylko dzieciom, ale i dorosłym.

Czytaj dalej Pierwsza książka

Inauguracja

Z Panem Kuleczką zetknęłam się pierwszy raz dość przypadkowo – w miesięczniku ?Dziecko?, w którym, jak się okazało, kuleczkowe historyjki ukazywały się systematycznie od dawna. Poszperałam tu i tam i okazało się, ku mojej radości, że zostały opublikowane książeczki z tymi historyjkami. Pobiegłam więc do księgarni z Kubą, tłumacząc mu po drodze jaką świetną książkę dla niego odkryłam.

Rzuciliśmy się między regały z literaturą dziecięcą. Jest, są! Jedna obok drugiej, ciasno poukładane na półce. Wyciągnęłam jedną z nich. Kuba aż zapiszczał z radości. – Usiądźmy, poczytajmy – poprosił podekscytowany. – Nie Kuba, poczytamy w domu, wieczorem - oznajmiłam, czując, że to będzie fajny wieczór.

Kuba w drodze ze sklepu do domu nie pozwolił sobie zabrać cennego zakupu, niosąc go w foliowej jednorazówce tyleż dumnie, co ostrożnie, jakby bał się, że uszkodzi go niechcący. Cały dzień w kółko mówił o Kuleczce i nie mógł się doczekać wieczoru, aby poznać jego historyjki.

Wieczór, dziecięcy pokój, załączona lampka nad łóżkiem. Kuba w piżamie w zielone słoniki. Wykąpał się chwilę wcześniej wyjątkowo szybko, a i ząbki wyszorował dokładnie i wzorcowo, jakby ze wszech miar chciał zasłużyć na ucztę dla duszy, która czekała na niego w pokoju. I w końcu doczekał się. Leżąc w łóżku długo oglądał okładkę i obrazki, aż w końcu pozwolił mi czytać. Więc czytałam i czytałam, a on chłonął tekst w milczeniu? i tak oto otwarł się dla niego świat sympatycznego pana, który mieszka z kaczką, psem oraz muchą. Zaskakująca to komitywa, prawda? Nie sposób oderwać się od historyjek z życia tej zgranej czwórki, o których napiszę następnym razem.