 |
 |
Pies Pypeć zastanawiał
się właśnie, dlaczego
właściwie bociany odlatują
na zimę, a wracają na
wiosnę, a potem znowu
odlatują na zimę, gdy
do drzwi rozległo się
pukanie.
- Skoro ktoś puka, to na
pewno chce wejść - pomyślał.
- Ale nie wejdzie, bo nie
można otwierać obcym.

Pukanie rozległo się znów,
tym razem głośniej. Towarzyszyły
mu jakieś słowa, dość niewyraźne,
bo zza drzwi.
- Chyba że to nikt obcy
- myślał dalej Pypeć.
-
Ale pewnie jednak obcy,
bo obcych jest znacznie
więcej niż nieobcych. Bo
tak: nieobcy jest Pan Kuleczka
(ale on ma klucz
i mógłby
wejść do domu bez żadnego
pukania), nieobca jest
mucha...
- Bzyk-bzyk - zabzyczała
Bzyk-Bzyk, jakby wiedziała,
że Pypeć
o niej właśnie
myśli, i przeleciała tuż
nad jego głową.
Pukanie przeszło w gwałtowny
łomot, a słowa, choć wciąż
niezrozumiałe, stały się
jeszcze głośniejsze. Pypeć
trochę się zaniepokoił
i rozejrzał wokół.
- No i nieobca jest kaczka
Katastrofa, ale ona w ogóle
nigdzie nie wychodziła,
więc nie może się dobijać
do drzwi - dokończył szybko
i pobiegł do przedpokoju.
Było mu raźniej, bo Bzyk-Bzyk
poleciała za nim, a potem
go wyprzedziła i usiadła
na drzwiach.

Pypeć zebrał
się w sobie
i zapytał odważnie:
- Kto tam?
- Bzyk-bzyk? - dodała pytająco
Bzyk-Bzyk.
I zamienili się w słuch.
Pypeć nie bał się nic a
nic, tylko trochę żałował,
że Bzyk-Bzyk jest taka
malutka, że trudno
jest
się
do niej przytulić.
Odpowiedź sprawiła, że
chyba trochę zaczął się
bać. Bo odpowiedzią było...
milczenie.
- Kto tam? - powtórzył
Pypeć głośniej, nieco drżącym
głosem.
I wtedy łomotanie i krzyki
rozległy się ze zdwojoną
siłą. Ale wcale nie dochodziły
zza drzwi wejściowych,
tylko...
|
|
|
|
 |
|
 |
 |
- Z
łazienki! - zawołał Pypeć
i dodał już pędząc
w
tamtym kierunku:
- A w ogóle, to gdzie
jest Katastrofa?
Odpowiedź przyszła niemal natychmiast.
- No właśnie stukam, pukam i wołam! - usłyszał wreszcie całkiem wyraźnie zza
drzwi łazienki znajomy głos Katastrofy. - Już chyba dłużej
nie mogłeś czekać!
Pypeć trochę się zawstydził,
a potem zapytał:
- A właściwie dlaczego pukasz, zamiast stamtąd wyjść?
- Bo nie mogę! - wykrzyczała Katastrofa.
- Drzwi się zacięły!
Na szczęście wtedy właśnie
w drzwiach wejściowych zazgrzytał klucz, a potem stanął
w nich Pan Kuleczka. Gdy tylko z okrzyków Katastrofy, urywanej opowieści Pypcia
i pobzykiwania Bzyk-Bzyk zorientował się, co się stało, natychmiast zarządził
akcję ratunkową.

Najpierw do Katastrofy przedostała się przez wywietrznik w drzwiach
Bzyk-Bzyk - żeby bzyczeć pocieszająco. Potem Pan Kuleczka odkręcał zawiasy, a
Pypeć podawał narzędzia, o które Pan Kuleczka prosił, a także - na wszelki wypadek
- trochę tych, o które nie prosił. Potem Pan Kuleczka zdjął drzwi od łazienki
i wszyscy witali się długo i radośnie, jak po powrocie z dalekiej podróży.
A potem, gdy jedli duży obiad, bo wszyscy porządnie zgłodnieli, Pypeć powiedział
trochę tajemniczo:
- A może te bociany dlatego ciągle odlatują i przylatują, bo tak bardzo lubią
się witać?
Wojciech
WIDŁAK
6 czerwca 2005 (bociany
chwilowo ani nie odlatują,
ani nie przylatują) |
|
|
|
 |
« Powrót
|