Z Panem Kuleczką w świat

W domu rozgardiasz jak nie wiem co. A raczej wiem – jak to przed remontem zawsze bywa. Popakowaliśmy rzeczy w kartony, Kuba dostał pudła dla siebie, które pięknie pokolorował i pochował do nich swoje zabawki. Niestety, książeczki także. I to wszystkie, bez wyjątku. A ponieważ kartony pojechały na czas remontu do babci, wieczorem, tuż przed pójściem spać, zaczął się dramat.

– Gdzie moje książeczki? – zapytał, najpierw całkiem spokojnie, Kuba.
Właśnie przebierał się w piżamkę.
– A gdzie je schowałeś? – spytałam z roztargnieniem. Próbowałam odnaleźć karton z dokumentami, które następnego dnia miałam zanieść do firmy. Szukałam, szukałam i nie mogłam znaleźć.
Tymczasem Kuba powtórzył swoje pytanie, ale już innym tonem – ze zniecierpliwieniem i dużo głośniej, niż za pierwszym razem.
– Ty pakowałeś swoje zabawki i książeczki – odparłam, wciąż poszukując dokumentów.
– To wiem – stwierdziło moje dziecko, dodając: – Ale gdzie one są?
– U babci – rzuciłam nieostrożnie.

No i zaczęło się. Kuba uparł się, żeby jechać do babci po książeczki, ja z kolei nie widziałam w tym żadnego sensu przynajmniej z dwóch powodów. Po pierwsze pora była późna, po drugie Kuba zasnąłby wcześniej, niż dojechalibyśmy do babci, która mieszkała ponad 50 km od naszego miasta.
Sęk w tym, że młodzik bez bajki o Panu Kuleczce nie chciał zasnąć. I nieważne, że przecież znał już wiele z nich prawie na pamięć. Uparł się, że ma być przeczytane i już.

Szkoda mi go było, bo cały dzień dzielnie nam towarzyszył, pomagając w pakowaniu. I tak wpadłam na pomysł, aby zbudować w myślach taki dom, jak w opowiadaniu „Świat”, w którym Pan Kuleczka razem ze swoimi przyjaciółmi odbywał wymyślone podróże.

Na szczęście globus, którego nie dało się zapakować do kartonu, stał, owinięty bąbelkową folią, w przedpokoju. I tak najpierw wylądowaliśmy na Grenlandii, po czym – zaledwie w trzy sekundy później – znaleźliśmy się w gorącej Afryce. Nie zdążyliśmy już dotrzeć do Australii i ulubionych kangurów Kuby, bo… synek w połowie podróży zasnął.
A ja pomyślałam, że chętnie przeniosłabym się gdzieś, gdzie panuje większy porządek niż w naszym zagraconym mieszkaniu. Ale zanim wybrałam się w swoją własną podróż, nie wiadomo kiedy i jak po prostu zasnęłam.

Opowiadanie nadesłane przez czytelnika: Magda Wieteska – pisarz, dziennikarz, copywriter

Dodaj komentarz